Filozofia »
Wstęp
Od zarania dziejów dzień podąża za nocą, a za starym Księżycem nowy, nakreślając raz po raz swe kręgi w odwiecznym cyklu wszego istnienia. Historia ludzkiego rodzaju widziała wiele takich kół, lecz sama w sobie jest niczym mgnienie oka w kręgu życia naszej planety, naszej galaktyki, czy w końcu całego naszego Wszechświata. Jest w tym mgnieniu jednak coś szczególnego, co doprowadziło nas aż tutaj... poszukiwanie zrozumienia. Tęsknota za odpowiedziami na pytania egzystencjalne, ze wszystkich form życia, które znamy, jest domeną tylko naszego gatunku. Dar i przekleństwo wędrówki, której początek wyznaczył świt naszej ery, a którą zakończyć może tylko jej zmierzch.
Filozofia
"Fileo sophia" oznacza umiłowanie mądrości. Namiętność ta jednak stałego ma przeciwnika, mianowicie pragnienie spokoju i stabilizacji. A skoro ludzie w swej masie jednak spokój cenią bardziej niż trudy poszukiwania, pojawili się rozmaici "pasterze dusz", których zadaniem było zapewnić panaceum na egzystencjalne bóle ludzkości, aby ułatwić zbłąkanej większości znalezienie prostej drogi przez życie. Cena jednak, którą nieodłącznie przychodzi za to zapłacić, jest od wieków niezmienna i jest nią mur, postawiony wokół wytyczonych szlaków, aby stworzyć wrażenie bezpieczeństwa. Czasami jednakże cena ta okazuje się za wysoka, i w każdym pokoleniu znajdą się tacy, którzy przekroczą ów mur i podążą własnymi ścieżkami przez las wyborów, pytań i możliwości.
Historia naszej cywilizacji jest historią skrajności. Wraz z ekspansją chrześcijaństwa umysłami ludzi zawładnęła idea dwóch światów - jednego gorszego, materialnego, mijającego, a drugiego lepszego, duchowego, wiecznego. I siłą rzeczy na wiele stuleci wszelkie wysiłki zostały skierowane w ten drugi. W pewnym momencie jednak nastąpił przesyt i odwrót, a racjonalizm skierował oczy ludzkie na świat materialny. Ale o ile priorytety zmienić stosunkowo łatwo, to sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości już nie jest tak prosto.
Wciąż więc, w całej naszej cywilizacji, funkcjonuje idea dwóch światów, sacrum i profanum rozdzielonych grubą i nieprzekraczalną granicą. Różnica jest tylko w tym, iż część ludzi, wciąż czując potrzebę sacrum, trzyma się kurczowo idei tego drugiego świata wiecznego szczęścia, a druga część odrzuca ją całkowicie, wraz z samą ideą sacrum jako taką.
Odrodzenie religii chtonicznych (ziemskich, naturalnych, od gr. "chthōn", ziemia) jest odpowiedzią na potrzebę nie tyle zmiany priorytetów, co zmiany sposobu myślenia. Powstał więc nowy koncept - "wszystko jest naturalne, nawet boskość". I o ile rozumienie tego stwierdzenia może być bardzo różne, to jednak ten jeden, wspólny pień połączył wielu ludzi, zmęczonych dawnymi podziałami. Tak też, między innymi, narodził się fenomen zwany dzisiaj neopogaństwem.
Droga czarownicy
Taniec czarownic przy pełni Księżyca od dawien dawna inspirował umysły literatów i artystów. Natura, piękno, moc, wolność... Czarownica uosabia wszystkie te cechy. Jest mądra i niebezpieczna, zmieniając swe oblicze od ponętnej kusicielki, co oplecie swą nić wokół każdego upatrzonego nieszczęśnika, aż po przerażającą staruchę, której kotle kryją się najciemniejsze tajemnice istnienia. Nic więc dziwnego, iż dla wielu kobiet stała się potężnym symbolem, siłą, która wyłania się z wnętrza, a idea czarownictwa (zwanego też w skrócie czarostwem), jako sposóbu na życie, zaczęła stanowić interesującą alternatywę dla obecnego świata, z jednej strony tkwiącego w maskach i stereotypach dawno przebrzmiałych wzorców na życie, a z drugiej odzianego w plastik i płytką komercję poradników "jak być szczęśliwym za 9,99 +VAT".
Czarownictwo jednakże, aby móc stanowić w miarę kompletny opis świata, oprócz symboliki i magii spojrzenia na świat, potrzebowało bazy filozoficznej. Tak powstał mariaż czarostwa ze wspomnianymi wcześniej już religiami chtonicznymi - natura, która od zawsze była sprzymierzeńcem czarownicy, stała się Naturą, wszechrzeczą, która ogarnia wszystko, nawet boskość. Oczywiście symbol czy mit czarownicy i czarownictwa nie przynależy tylko jednej religii czy filozofii ani też pojęciu religii czy filozofii w ogóle, ale dla potrzeb stylistycznych tej mojej opowieści zawłaszczę te pojęcia do opisu mojej własnej ścieżki i jej pokrewnych, no chyba, że kontekst będzie wyraźnie świadczył o szerszym bądź innym rozumieniu tego słowa. Tak też, między innymi, powstało wicca - początkowo niewielka tradycja, która z czasem miała zawładnąć całą wizją tego nurtu.
Historia rozwoju tego nowoczesnego czarostwa jest stosunkowo krótka, jako że jego rozkwit sięga ostatniego półwiecza, jest jednakże bardzo dynamiczna. Przez ten czas zdążyły się wykształcić rozmaite podejścia i warianty tegoż nurtu, od hippisowskiej idealizacji ekstazy i "ekologii" na zasadzie jedzenia korzonków, aż po styl newage'owo "uduchowiony", symboliką i praktyką wciąż bardzo mocno nawiązujący do natury, lecz filozoficznie zatracający swoje chtoniczne korzenie. Oczywiście to tylko dwie skrajności - cały wachlarz współczesnego czarownictwa jest dużo szerszy, bardziej skomplikowany i otwiera wiele dróg zarówno na zgłębianie ścieżek już utartych w konkretnych tradycjach, jak i na tworzenie własnych dzięki osobistej eksploracji.
Ścieżka Ciemnego Księżyca
Moja podróż rozpoczęła się wiele zim temu i nieraz przebiegała różnymi krętymi dróżkami, ale dość jest powiedzieć, iż kontakt z religiami chtonicznymi, współczesnym czarownictwem i wicca pozwolił mi na znalezienie bardzo wygodnej i elastycznej struktury dla moich poglądów. I tak oto moja wizja wyrosła z dwóch baz, dla wielu trudnych do pogodzenia - z jednej strony z dozy racjonalizmu, wystarczającej, aby odrzucić chrześcijaństwo jako opis świata, a z drugiej z uwielbienia dla sztuki, baśni i mitu, jako sposobu rozumienia rzeczywistości. Tę możliwość połączenia owej potrzeby sacrum (w trochę innym wydaniu niż przeciętna) i ciekawości Nieznanego (wraz z niechęcią do pochopnego przyjmowania dogmatów) odnalazłam właśnie w czarownictwie, a wicca ze swoją intuicyjną symboliką oferowało najbardziej naturalny kierunek rozwoju. W końcu cóż jest bardziej naturalnie świętego dla człowieka, jak nie cykl życia jego i jego otoczenia?
Oprócz wicca, na moją ścieżkę miał niemały wpływ nurt zwany pogaństwem cienia (dark paganism) czy też ścieżką hekatiańską. W przeciwieństwie jednak do wicca nie jest to żaden oficjalny ruch ani konkretna ścieżka, a raczej ogólny prąd myślowy, przekrój przez rozmaite filozofie życiowe różnych ludzi, połączonych podobnym sposobem postrzegania świata. Główną jego cechą charakterystyczną jest traktowanie odczuwania sacrum jako bardziej środka rozwoju własnego "ja" aniżeli jako powinności wobec kogokolwiek. Mądrość, emocje, magia - moc wypływająca z wnętrza człowieka jest częstokroć nieokiełznana i niesie ze sobą wiele zagrożeń. Stąd opiekunami jej zwykle byli bogowie powiązani z ciemnością, potężni i niebezpieczni, ale jednocześnie oferujący swym wyznawcom wiele skarbów do odkrycia.
Wiele było imion strzegących tajemnic cienia, jednakże chyba najbardziej znanym jest Hekate - imię bogini magii i wiedzy ze swymi nieodłącznymi pochodniami, córy Ciemności i Nocy snującej się gdzieś po rozstajach. Od dawien dawna Hekate jest patronką czarownic i uosabia to, co stanowi jeden z filarów czarownictwa - podróż wgłąb siebie. Stąd też wiele jest we mnie sentymentu do tej twarzy, szczególnie iż jako Ciemna Diana Hekate opiekuje się nowiem, momentem jednocześnie najbardziej niszczącym i twórczym w całym cyklu jego miesięcznej wędrówki. I to właśnie Ciemny Księżyc, ze względu na swą symbolikę magii wnętrza i przemiany, która to nieodwołalnie znaczy każdy rozwój, wybrałam na symbol mej ścieżki.
Podróż wgłąb oznacza umiejętność balansowania na granicy dwóch światów - intelektu i emocji. Wiedza popycha ku racjonalizmowi, a wrażliwość ku sztuce - kombinacja ta więc prowadzi do z jednej strony do naukowej chęci poznania rzeczywistości taką, jaką jest, bez ograniczania się, a zarazem bez sztucznego zapełniania białych plam dziwnymi teoriami, a z drugiej strony do przedstawiania jej przy pomocy najpiękniejszych mitów, jakie można stworzyć. Taka też będzie cała moja opowieść, zawsze z dwóch stron - badacza, historyka i naukowca oraz artysty, powieściopisarza i poety.
Pozostaje tylko jedno pytanie, które prędzej czy później zadaje sobie każdy - cel tej podróży, czy też właściwie Cel. Raj, Nirwana, osiągnięcie boskości... Historia zapewniła nam wiele balsamów na to egzystencjalne pragnienie. Lecz czy Natura ma jakiś większy, mistyczny cel, oprócz tego, że istnieje? Nie wiem, nie sposób znaleźć na to odpowiedź. Ale Cel wymaga Planu, Plany musi Ktoś snuć, a Ktoś musi Skądś pochodzić, i tak można w nieskończoność. Nawet więc jeżeli jest tam gdzieś jakiś Cel, to jego osiągnięcie oznacza koniec drogi, brak już jakikolwiek zmian, a więc śmierć ostateczną. Stąd też jedynym Celem mojego życia, jaki widzę, jest droga sama w sobie, każdy mały kroczek w stronę większej więdzy, dokładniejszego zrozumienia i głębszego odczuwania - tysiące małych, drobnych celów, które wyrastają przed nami. A potem..? Potem będzie już tylko Wielka Niewiadoma.