Wersja przyjaciółki mówi, że dopóki człowiek wyznaje bóstwo na zasadzie samej czci i poddania, wtedy jest religia. W momencie kiedy zaczyna prosić o coś, modlić się o spełnienie potrzeb, składać ofiary, brać udział w rytuałach itp., wtedy uprawia magię. Co by oznaczało, że np. msza w KK jest obrzędem magicznym.
Moja wersja: osoba uprawiająca magię wierzy, że potrzebne jej zmiany osiąga za pomocą własnych mocy, bez pośrednictwa bóstwa. W religii osoba ta prosi swoje bóstwo o przychylność, a ofiara i cześć są jakby w zamian. Ale wtedy Wicca nie byłaby chyba magiczna...
Mam wrażenie, że zapomniałyśmy o jakiejś ważnej kwestii, bo czegoś mi w jednym i drugim rozumowaniu brakuje. Może chodzi o to, że nie można porównywać magii z religią, bo... jedno może być częścią drugiego? Nie wiem, byłabym wdzięczna, gdybyście napisali mi co o tym sądzicie. Jeszcze inne sposoby rozumienia definicji magii are most welcome.
Pozdrawiam





